Wszystko zaczęło się od nieśmiałej myśli, sięgającej nieco dalej niż moja ówczesna wiara w możliwość takiego przedsięwzięcia, a potem…
Potem nastąpiła cała lawina zdarzeń, spotkań i niesamowitych zbiegów okoliczności, które to, choć na poważnie rozsiadły się na przestrzeni dwóch lat mojego życia (nie żałując przy tym ani czasu ani finansów ani przypału), to jednak całościowo otrzymały ode mnie emblemat
HEJ, PRZYGODO!
Tak było! I wcale nie muszę przysięgać na żadne świętości. Wszystko opisałam w książce. Najpierw, rzecz jasna była on podstawą pisemnej części mojej obrony magisterskiej, ale skoro już się tak przednio bawię i utrzymuję przyjacielskie stosunki z piórem, to dlaczego by nie puścić tego szerzej?
Co też niniejszym czynię. Co byście sami zobaczyli, że obrazy to właściwie tylko taki pretekst.

fot. brephoto
Oczywiście nie zmienia to faktu, że wydanie świetnie sprawdza się w roli albumu ze wspaniałymi reprodukcjami portretów moich bohaterów, detalem i przyjemnymi smaczkami lay’outowymi spod ręki (wybitnego!) Pawła Ryżko. A wiedzcie, że to nie są tanie rzeczy. Jest to zresztą jeden z głównych powodów, dla których targnęłam się (tak, to odpowiednie słowo) na samodzielne wydanie książki. Nie byłam gotowa przy pierwszym dziecku na wydawnicze kompromisy, mimo że zwykle są one rozsądne i pełnią funkcję zapobiegania przepalaniu budżetów. Poza tym, skoro już uczyniłam nierozsądny pierwszy krok, po nim kolejny i jeszcze z tuzin takowych (o czym również w książce), to dlaczego by nie utrzymać tej konsekwencji i spójności również w procesie wydawniczym?

Chciałam dać Wam książkę od A do Z; dopieszczoną, estetyczną i najwyższej jakości. Toteż mam dla Was wydanie limitowane kolekcjonerskie, a wersja bardziej przystępna, budżetowa bądź w formie audio, to pieśń przyszłości (co nie oznacza nierealnej ani odległej jkbc).
Dla mnie osobiście natomiast, pozycja ta to niejako domknięcie projektu, taka wisienka na torcie, dzięki której tak na serio mogę odsłonić więcej siebie, swojego serducha i uniwersum. A na pewno więcej niż w ograniczonym instagramowym poście, którego (zgaduję) z 60% odbiorców nie przeczyta.
Jeśli tu dotarłeś i nadal nosisz się z zamiarem kupna książki LUDZIE KOTY – serdeczne dzięki za wsparcie!
Dziękuję też każdej jednej osobie, która przyczyniła się do powstania, istnienia i dowiezienia tego projektu, a szczególnie wszystkim sportretowanym, którzy wyrazili chęć udziału w moim szalonym pomyśle:
ABRADAB, AVI, BIAŁAS, CNE, DONGURALESKO, ERO, HYPE, KARA, LOUIS VILLAIN, MATEUSZ NATALI, OLIWIA HAJA, PALUCH, PANFRESKO, SIWYDYM, SZPAKU, TOMB, WINI, YURKOSKY, ŻABSON





